-Nie nie do końca
można powiedzieć, że jesteś w innym wymiarze. - Co to jakieś cholerne science - fiction, ktoś tu chyba postradał zmysły, tylko to ona czy raczej on?
-W innym wymiarze
?! Ale jakim cudem? czy mogę wrócić do domu?
-Możesz wrócić do
domu ale nie wiem do czego, niedługo na ziemi rozpoczną się wielkie przemiany... - powiedział to z taką beztroską w głosie, że miała ochotę go walnąć, zaczynała już rozumieć swoją niezwykle brutalną przyjaciółkę z ziemi - ...gdyż Glizon jest spowity mrokiem, zastanawiałaś się może czemu ten mroczny
przybył akurat po ciebie? Na co mu jesteś potrzebna?
-Nie wiem w ogóle
co to było, uwierz mi na słowo na ziemi nie jest to normalne, jednak wiem czego chciał, szukał czegoś
co się nazywa Arughe.
-Arughe ? Jesteś
pewna? - spojrzał się na nią z błyskiem niedowierzania w oczach.
-Tak, a co to
właściwie jest?
-Arughe to
pradawna moc potężniejsza od tej którą posiadają tu zwyczajni Kirchowie.
Mroczny chciał ją zdobyć dla swojego pana, bo według przepowiedni moc która
spoczywa w Arughe ma pokonać okrutnego tyrana i sprowadzić dawny pokój.
-No dobrze to
chyba za dużo jak na jeden dzień ale wciąż mi nie odpowiedziałeś dlaczego
ubierasz się tak jak się ubierasz.
-Ponieważ to
normalny strój w Amilgenie, tutaj to ty wyglądasz jak nieszczęście dziesiątego świata. - dziesiątego świata?? Co proszę?? - każdy się tu tak ubiera, aktualne czasy w Amilgenie
można porównać mh... może do waszego średniowiecza tylko, że nieco bardziej rozwiniętego.
-Średniowiecza
czyli...ale co ja właściwie tu robię?
-Mroczny wyczuł u
ciebie zapach Arughe musimy się dowiedzieć gdzie on jest aby nie dostał się w
niepowołane ręce.
Rozmawiali tak do późna Trivon rozpalił ognisko i oznajmił ją
że muszą dostać się do najbliższego miasta, najbliżej leżała Nalibia gdzie miał
przyjaciół, którzy pomogą im rozwiązać ich problem.
Jeszcze przed wschodem
słońca Trivon obudził jś, Lilin wstała już dawno. Armiza była strasznie
głodna w końcu ostatniej nocy nic nie jadła. Trivon jak by czytając jej w
myślach podał śniadanie nie było zbyt atrakcyjne ale smaczne. Następnie
spakowali wszystko na konia o imieniu Urizm. Triv - Triv, słodki skrót - pomyślała.wsiadł na Urizma i podał
rękę Armizie aby pomóc jej wsiąść. Jednak ona ze wstydem odparła, że nie umie
jeździć konno choć zawsze bardzo chciała się nauczyć. Trivon nie przejął się
tym zbytnio tylko uśmiechnął. Powiedział, że to wcale nie jest takie trudne jak
się wydaje i żeby po prostu objęła go mocno i postarała nie spaść.
Lilin czując się
już lepiej bez problemu dotrzymywała kroku Urizmowi. Armizie bardzo spodobała
się jazda czuła się jak w swoich snach, gdy dosiadając konia jechała na nim
chyżo nie patrząc gdzie jedzie. Amilgen różnił się nieco roślinnością od jej
ojczyzny jednak ta odmienność bardzo jej się spodobała, zawsze gdy przejeżdżali
koło jakiejś nieznanej jej rośliny pytała się o nią Trivona w końcu nie musiała
się go nawet pytać sam pokazywał jej nowości, mówił jak się nazywają i jakie
mają właściwości. Zupełnie zapomniała o katastrofie jaka wydarzyła się w jej
rodzinnym domu, teraz jednak przypomniała sobie o tym i posmutniała. Lilin
wydawała się jej niezwykle rozumnym zwierzęciem, gdyż chyba zauważyła, że jej
przyjaciółka posmutniała i zaczęła biegać szczekać i rozśmieszać ją. Ona
zawsze potrafiła pocieszyć Armize nie zależnie od przyczyny jej smutku, zawsze
trzymały się razem.
Zatrzymali się
na posiłek. Trivon przygotowując coś na ciepło korzystał z niektórych roślin
napotkanych po drodze, jak na przykład rewi która działała kojąco i uspakajała
ale miała również niesamowity smak. Później Trivon powiedział, że nie muszą
stać na warcie, gdyż są na terytorium
otoczonym silną magią do którego żaden z mrocznych nie odważy się zbliżyć. Z
tego powodu postanowili zostać tu na noc, gdyż czas ich nie naglił mogli sobie
na to pozwolić. Armiza rozmyślała nad tym miejscem. Trivon powiedział jej,że
miejsce to jest otoczone magią,cóż to mogło znaczyć? Czy jej sny właśnie stają
się realne? Czy bieże udział w jakimś chorym filmie science - fiction bądź fantasy?? Przypomniała sobie o
Kirchach Trivon wczoraj jej o nich coś wspominał postanowiła zapytać.
-Trivonie kto to
są Kirchowie? - Mężczyzna spojrzał się na nią i zaczął tłumaczyć.
-Kirchowie to ludzie
którzy mają moc, mogą posługiwać się magią
-Magią ?! -
spytała z niedowierzaniem dziewczyna – przecież ona nie istnieje.
-Może u ciebie
sama z siebie nie istnieje ale u nas tak, posiada ją raczej mniejszość
społeczeństwa ale jednak istnieje, nasza moc działa zarówno w tym świecie jak i
w twoim jednak na ziemi ludzie nie potrafią jej odnaleźć w sercu, ale myślę, że
to nie kwestia odnalezienia po prostu dawną ją utracili.
-A czy ty jesteś
Kirchem ?
-Owszem jestem
nim – powiedział z uśmiechem wyższości mężczyzna
-To pewnie jest
cudowne bardzo chciała bym mieć taką moc.
-Właśnie takiej
jest ale posiadając ją spoczywa na tobie również ogromne brzemię. Takiego ziemiańskiego dziwoląga jak ty nie stać na to, cóż przykro mi. - spojrzał się na nią czekając na jakąś reakcje, ona jednak tylko prychnęła.