Translate

niedziela, 31 maja 2015

Rozdział 1 - Ucieczka

Był piękny i pogodny dzień, ptaki wesoło podśpiewywały na gałęziach drzew. Dookoła krajobraz rozlewał się atrakcyjną wiosenną zielenią, która przeplatała się z polnymi kwiatami. Drzewa wydawały się piękniejsze niż zazwyczaj... czyli jak każdy wiosenny dzień w oczach małego dziecka, ironia? Armiza postanowiła wyjść na spacer aby zasmakować trochę tego cudownego dnia. Jej mama Eklezja krzyknęła przez okno gdy  przechodziła przez furtkę aby pamiętała o obiedzie, dziewczyna trzymając się tej myśli pobiegła wraz ze swoją wierną towarzyszką Lilin która była rosłym owczarkiem do małego lasku który znajdował się obok łąk.
     Miała tam przyjść jej siostra Dorina umówiły się już wczoraj ale nie przyszły razem bo Dorina jeszcze spała, a Armiza nie chciała jej budzić, jednak wiedziała że obudzi się niedługo po niej, tak zawsze było nazywały to siostrzęcym instynktem. Armiza szybko dotarła do swojego ukochanego lasu.W dzieciństwie bawiły się tu z innymi dziećmi w wielkich wojowników i czarodziei. Mimo swojego wieku dziewczyna nadal nosiła marzenia które wiązały się z magią. Miała również wiele snów o innym przepięknym świecie wypełnionym magią.
     Dziewczyna pogrążyła się w zabawie ze swoją towarzyszką nie zwracając uwagi na godzinę, dopiero gdy dostała niepokojącego sms- a od siostry spostrzegła jak zrobiło się późno. Sms nie był długi, napisano w nim aby nie wracała. Ona oczywiście nie posłuchała i biegiem rzuciła się w stronę domu.
     Drzwi były otwarte na oścież, Lilin z początku nie chciała wejść do środka lecz po krótkiej zachęcie zgodziła się i przeszła przez próg, Armiza bardzo dobrze radziła sobie ze zwierzętami. Szła niepewnie i ostrożnie, strach wyostrzył jej zmysły wydawało jej się, że ciągle coś słyszy. Na parterze nikogo nie było choć garnek wciąż stał na ogniu, aż nieco się spalił przez co śmierdziało w całym domu. Weszła po schodach do części sypialnej domu tam spostrzegła krew, otworzyła drzwi do swojego pokoju który był pierwszym po lewej obok schodów. Nikogo tam nie widziała choć czuła czyjąś obecność. Już miała wyjść gdy poczuła muśnięcie powietrza za plecami. Odwróciła się powoli. Stała przed nią zakapturzona postać nie widziała wyrazu jego twarzy lecz wiedziała, że nie jest on pozytywnie do niej nastawiony. Zaczęła uciekać. Ledwie wyszła z pokoju, a ta sama postać stała przed nią. Nie wiedziała jak to możliwe.
     Lilin skoczyła na niego. Wśród tego całego zamieszania zupełnie o niej zapomniała. Skorzystała z okazji i odskoczyła na bok do pokoju siostry.
     Tam ich zobaczyła tata Froy, mama i siostra siedzieli związani ze sobą przy przeciwległej ścianie obok łóżka. Na widok Armizy cała rodzina wytrzeszczyła oczy i zaczęła coś krzyczeć ona jednak nie zrozumiała bo mieli zakneblowane usta. Chciała do nich podbiec i ich uwolnić lecz mroczna postać złapała ją i nie chciała wypuścić mimo tego, że dziewczyna próbowała się wyrwać z jego lodowatego uścisku. Obróciła ją do siebie i teraz spostrzegła jego twarz.
      Prawie nie wyglądał jak człowiek był bardzo blady oczy miał podkrążone i czarne, nigdy nie widziała tak specyficznych, ostrych zębów które wyginały się w szyderczym uśmiechu. Potem ją puścił nie mogła jednak się ruszyć. Podszedł do członków jej rodziny i zaczął toczyć wokół nich kółka. Armiza myślała, że nic nie powie jednak ten odezwał się swoim przerażającym zimnym głosem.
-        To ciebie szukałem moja droga, jeżeli chcesz aby twoja rodzina przeżyła musisz odpowiedzieć na jedno pytanie.
-        A co jeżeli nie będę znała odpowiedzi – wydusiła z siebie dziewczyna.
-        Lepiej żebyś znała, wiem że znasz, inaczej nie skończy się to dobrze.
-        Pytaj więc. - odpowiedziała niepewnie.
-        Dobrze. Posiadasz coś co się nazywa Arughe, nie wiem jakiej jest to postaci jednak wiem, że to posiadasz wyczuwam to wokół twojej osoby. Chcę abyś mi to oddała.
-        Niestety nie wiem co to jest, nigdy o czymś takim nie słyszałam ale błagam nie krzywdź moich bliskich, może mnie z kimś pomyliłeś – powiedziała ze łzami w oczach.
-        Wiem, że wiesz co to! - Ze zniecierpliwieniem wykrzyknął obcy – Masz mi to oddać.
Obcy przeszedł szybko za plecy rodziny i uniósł ręce mówiąc nieco spokojniej.
-        Naprawdę, chcesz ich stracić? Patrzeć jak umierają?
-        Nie, Proszę! Ja naprawdę nie wiem czego ode mnie oczekujesz ja nic takiego nie mam proszę zostaw ich w spokoju, zrobię co zechcesz!

-        Dobrze więc skoro nie chcesz mi tego oddać ja odbiorę ci rodzinę, a potem zajmę się tobą.

&

O i pierwszy rozdział już jest ^.^ nie wiem czy się spodobał czy nie, ale proszę o rady i uwagi, a następnym razem postaram się to zrobić lepiej.

Prolog

Trivon przechadzał się właśnie po uliczkach jednego z tych "nie swoich" miast. Zamieszkiwał ten wymiar od niedawna, a choć wiele już wiedział i umiał wciąż mnóstwo spraw go zadziwiało. Nie samochody, ani olbrzymie budynki, do nich zdążył się już przyzwyczaić ale styl bycia, tutejsza kultura i nowoczesne urządzenia wciąż go nieco dezorientowały. Był tu w jednym celu - odnaleźć mrocznych nim oni namieszają w tym wszechświecie. Śledził właśnie jednego z nich - Wszedł do centrum miasta, ze względu na swój wygląd zazwyczaj trzymali się na uboczu dlatego ten wzbudził szczególne zainteresowanie Trivona. Mroczny podążał gdzieś na obrzeża gdzie właściwie nie ma już budynków nie licząc pojedynczych domków. Norma. Ale dlaczego w takim razie wcześniej spacerował jakby nigdy nic po mieście pełnym ludzi których nienawidził? To pytanie dręczyło go odkąd zorientował się w jakim kierunku podążają. Może wcześniej się z kimś spotkał? Nie wiadomo, a to znaczy, że miał teraz odegrać swoją standardową role. Wyśledzić, przesłuchać i zabić. Dotarli do jednego z tych pojedynczych domów. Czy ten mroczny właśnie zaczął obwąchiwać płot? A można było pomyśleć, że oni jeszcze bardziej nie ześwirują, jednak życie zaskakuje. Z obserwacji Trivona wynikało, iż dziwoląg ma zamiar wejść do domu. Wąchał skrzynkę na listy, później przeszedł przez furtkę i wsadził swój wielki nochal do śmietnika, ale najwyraźniej zapach mu się nie spodobał. W końcu dotarł do drzwi. To było wbrew regulaminowi, według niego powinien go zabić zanim wejdzie do domu, nigdy żaden nie próbował. Mimo to on sam był ciekawy co tam przyciąga tego osobnika, więc pozwolił mu wejść i ruszył za nim.

&