Translate

środa, 24 czerwca 2015

Rozdział 3 - Wtajemniczenie



-Nie nie do końca można powiedzieć, że jesteś w innym wymiarze. - Co to jakieś cholerne science - fiction, ktoś tu chyba postradał zmysły, tylko to ona czy raczej on?
-W innym wymiarze ?! Ale jakim cudem? czy mogę wrócić do domu?
-Możesz wrócić do domu ale nie wiem do czego, niedługo na ziemi rozpoczną się wielkie przemiany... - powiedział to z taką beztroską w głosie, że miała ochotę go walnąć, zaczynała już rozumieć swoją niezwykle brutalną przyjaciółkę z ziemi - ...gdyż Glizon jest spowity mrokiem, zastanawiałaś się może czemu ten mroczny przybył akurat po ciebie? Na co mu jesteś potrzebna?
-Nie wiem w ogóle co to było, uwierz mi na słowo na ziemi nie jest to normalne, jednak wiem czego chciał, szukał czegoś co się nazywa Arughe.
-Arughe ? Jesteś pewna? - spojrzał się na nią z błyskiem niedowierzania w oczach.
-Tak, a co to właściwie jest?
-Arughe to pradawna moc potężniejsza od tej którą posiadają tu zwyczajni Kirchowie. Mroczny chciał ją zdobyć dla swojego pana, bo według przepowiedni moc która spoczywa w Arughe ma pokonać okrutnego tyrana i sprowadzić dawny pokój.
-No dobrze to chyba za dużo jak na jeden dzień ale wciąż mi nie odpowiedziałeś dlaczego ubierasz się tak jak się ubierasz.
-Ponieważ to normalny strój w Amilgenie, tutaj to ty wyglądasz jak nieszczęście dziesiątego świata. - dziesiątego świata?? Co proszę?? - każdy się tu tak ubiera, aktualne czasy w Amilgenie można porównać mh... może do waszego średniowiecza tylko, że nieco bardziej rozwiniętego.
-Średniowiecza czyli...ale co ja właściwie tu robię?
-Mroczny wyczuł u ciebie zapach Arughe musimy się dowiedzieć gdzie on jest aby nie dostał się w niepowołane ręce.
Rozmawiali tak do późna Trivon rozpalił ognisko i oznajmił ją że muszą dostać się do najbliższego miasta, najbliżej leżała Nalibia gdzie miał przyjaciół, którzy pomogą im rozwiązać ich problem.
     Jeszcze przed wschodem słońca Trivon obudził jś, Lilin wstała już dawno. Armiza była strasznie głodna w końcu ostatniej nocy nic nie jadła. Trivon jak by czytając jej w myślach podał śniadanie nie było zbyt atrakcyjne ale smaczne. Następnie spakowali wszystko na konia o imieniu Urizm. Triv - Triv, słodki skrót - pomyślała.wsiadł na Urizma i podał rękę Armizie aby pomóc jej wsiąść. Jednak ona ze wstydem odparła, że nie umie jeździć konno choć zawsze bardzo chciała się nauczyć. Trivon nie przejął się tym zbytnio tylko uśmiechnął. Powiedział, że to wcale nie jest takie trudne jak się wydaje i żeby po prostu objęła go mocno i postarała nie spaść.
      Lilin czując się już lepiej bez problemu dotrzymywała kroku Urizmowi. Armizie bardzo spodobała się jazda czuła się jak w swoich snach, gdy dosiadając konia jechała na nim chyżo nie patrząc gdzie jedzie. Amilgen różnił się nieco roślinnością od jej ojczyzny jednak ta odmienność bardzo jej się spodobała, zawsze gdy przejeżdżali koło jakiejś nieznanej jej rośliny pytała się o nią Trivona w końcu nie musiała się go nawet pytać sam pokazywał jej nowości, mówił jak się nazywają i jakie mają właściwości. Zupełnie zapomniała o katastrofie jaka wydarzyła się w jej rodzinnym domu, teraz jednak przypomniała sobie o tym i posmutniała. Lilin wydawała się jej niezwykle rozumnym zwierzęciem, gdyż chyba zauważyła, że jej przyjaciółka posmutniała i zaczęła biegać szczekać i rozśmieszać ją. Ona zawsze potrafiła pocieszyć Armize nie zależnie od przyczyny jej smutku, zawsze trzymały się razem.
      Zatrzymali się na posiłek. Trivon przygotowując coś na ciepło korzystał z niektórych roślin napotkanych po drodze, jak na przykład rewi która działała kojąco i uspakajała ale miała również niesamowity smak. Później Trivon powiedział, że nie muszą stać na warcie,  gdyż są na terytorium otoczonym silną magią do którego żaden z mrocznych nie odważy się zbliżyć. Z tego powodu postanowili zostać tu na noc, gdyż czas ich nie naglił mogli sobie na to pozwolić. Armiza rozmyślała nad tym miejscem. Trivon powiedział jej,że miejsce to jest otoczone magią,cóż to mogło znaczyć? Czy jej sny właśnie stają się realne? Czy bieże udział w jakimś chorym filmie science - fiction bądź fantasy?? Przypomniała sobie o  Kirchach Trivon wczoraj jej o nich coś wspominał postanowiła zapytać.
-Trivonie kto to są Kirchowie? - Mężczyzna spojrzał się na nią i zaczął tłumaczyć.
-Kirchowie to ludzie którzy mają moc, mogą posługiwać się magią
-Magią ?! - spytała z niedowierzaniem dziewczyna – przecież ona nie istnieje.
-Może u ciebie sama z siebie nie istnieje ale u nas tak, posiada ją raczej mniejszość społeczeństwa ale jednak istnieje, nasza moc działa zarówno w tym świecie jak i w twoim jednak na ziemi ludzie nie potrafią jej odnaleźć w sercu, ale myślę, że to nie kwestia odnalezienia po prostu dawną ją utracili.
-A czy ty jesteś Kirchem ?
-Owszem jestem nim – powiedział z uśmiechem wyższości mężczyzna
-To pewnie jest cudowne bardzo chciała bym mieć taką moc. 
-Właśnie takiej jest ale posiadając ją spoczywa na tobie również ogromne brzemię. Takiego ziemiańskiego dziwoląga jak ty nie stać na to, cóż przykro mi. - spojrzał się na nią czekając na jakąś reakcje, ona jednak tylko prychnęła.

czwartek, 4 czerwca 2015

Rozdział 2 - Spotkanie

Powiedział coś czego Armiza nie zrozumiała, z jego rąk wytrysnęła jakaś mroczna energia, a jej rodzina bezwładnie upadła na ziemię.
Dziewczyna z żalu nie była w stanie wydusić ani słowa, zaczęła tylko rozpaczliwie płakać. Mężczyzna wolno podszedł do niej, chwycił mocno za pod brudek, zmuszając ją aby patrzyła mu prosto w oczy.
Gdy postać miała coś rzec, puściła ją i z hukiem uderzyła o ścianę. Ona zaś odwróciła się, stał za nią kolejny obcy, jednak nie zwróciła uwagi na jego wygląd gdyż podszedł do niej i złapał ją za ramię, pociągnął mocno i wyprowadził z pokoju. Gdy wyszli i stanęli naprzeciw schodów puścił ją i wyciągnął z kieszeni jakiś dziwny przedmiot. Czy on sobie żartował? Jak niby jakaś mała kulka miała ich uratować??. W tej chwili zauważyła Lilin leżała skulona obok schodów, Armiza myślała, że nie żyje ale wtedy poruszyła łapą. Nie zważając na to co robi obcy podbiegła do niej i pogłaskała po łebku próbując ją uspokoić, gdyż wyczuwała jej lęk, kto normalny nie bał się w tej chwili. Mężczyzna rzucił kulę wyciągniętą z kieszeni w stronę schodów. Po paru chwilach lotu w powietrzu kula pękła i otworzyło się coś w rodzaju portalu. Mężczyzna cofnął się i popatrzył na nią zaczął mówić.

  • Szybko musimy stąd uciekać mroczny zaraz się ocknie. - Rzucił z wielkim przejęciem.
  • Ale skąd mam wiedzieć, że mogę ci zaufać nie przejdę przez ten portal nie zostawię Lilin.
Mężczyzna popatrzył się na nią potem na psa. Po czym podniósł Lilin i przerzucił przez portal.

  • Co ty zrobiłeś! - z rozpaczą powiedziała. Kompletny idiota zaprzepaścił jej pasa gdzieś w jakimś chorym, kosmicznym portalu. – co z nią zrobiłeś?
  • Teraz przejdziesz przez portal ? - zapytał
  • Nie... - mężczyzna przerwał jej gdyż postać powoli wynurzała się z pokoju, wziął ją na ręce i szybko ruszył w stronę portalu. Przejście nie było takie straszne jak się z początku wydawało Armizie. Był to tylko jeden mały krok. Zakapturzony już miał przejść przez portal kiedy ten się zamknął, nie wiedziała czy po prostu się zamknął czy zrobił to ten który ja uratował ale czuła się teraz bezpieczniejsza. Mężczyzna odłożył ją delikatnie na ziemię po czym ruszył w stronę kuli z której powstał portal i podniósł ją.
    Odwrócił się do dziewczyny która stała zniecierpliwiona. Czekała na jakieś wyjaśnienia rzecz jasna. Teraz już dostrzegła jak wygląda miał czarne włosy, brązowe oczy był prawie głowę wyższy od niej wyglądał całkiem przyjaźnie choć widziała w nim coś niebezpiecznego nie wyglądał staro wręcz przeciwnie miał może 20 lat więc był niewiele starszy od nie gdyż ona miała 18 . Zbliżył się do niej podał rękę i przedstawił jako Trivon. 
    Ona uczyniła podobnie. Następnie od razu spytała gdzie jest Lilin. Trivon przeszedł obok niej i podszedł do konia którego z początku nie zauważyła na nim leżała obolała sunia. Trivon zdjął ją z konia i podał Armizie. Która ledwie utrzymała psa.

  • Jest nieco poobijana ale nic oprócz tego jej nie jest niebawem wróci do zdrowia.
  • Dziękuję – odpowiedziała Armiza – Trivon uśmiechnął się ale nie odpowiedział.
  • Gdzie my właściwie jesteśmy? I dlaczego masz na sobie takie dziwne ubranie? -Mężczyzna zaśmiał się
  • Jesteśmy w Amilgenie. Państwo to leży na północnej połowie Glizonu.
  • Co to jest Glizon? - spytała z ciekawością
  • Glizon to coś takiego jak ziemia ale równocześnie coś zupełnie innego.
  • Czy to znaczy że nie jestem już nawet na ziemi ? 

niedziela, 31 maja 2015

Rozdział 1 - Ucieczka

Był piękny i pogodny dzień, ptaki wesoło podśpiewywały na gałęziach drzew. Dookoła krajobraz rozlewał się atrakcyjną wiosenną zielenią, która przeplatała się z polnymi kwiatami. Drzewa wydawały się piękniejsze niż zazwyczaj... czyli jak każdy wiosenny dzień w oczach małego dziecka, ironia? Armiza postanowiła wyjść na spacer aby zasmakować trochę tego cudownego dnia. Jej mama Eklezja krzyknęła przez okno gdy  przechodziła przez furtkę aby pamiętała o obiedzie, dziewczyna trzymając się tej myśli pobiegła wraz ze swoją wierną towarzyszką Lilin która była rosłym owczarkiem do małego lasku który znajdował się obok łąk.
     Miała tam przyjść jej siostra Dorina umówiły się już wczoraj ale nie przyszły razem bo Dorina jeszcze spała, a Armiza nie chciała jej budzić, jednak wiedziała że obudzi się niedługo po niej, tak zawsze było nazywały to siostrzęcym instynktem. Armiza szybko dotarła do swojego ukochanego lasu.W dzieciństwie bawiły się tu z innymi dziećmi w wielkich wojowników i czarodziei. Mimo swojego wieku dziewczyna nadal nosiła marzenia które wiązały się z magią. Miała również wiele snów o innym przepięknym świecie wypełnionym magią.
     Dziewczyna pogrążyła się w zabawie ze swoją towarzyszką nie zwracając uwagi na godzinę, dopiero gdy dostała niepokojącego sms- a od siostry spostrzegła jak zrobiło się późno. Sms nie był długi, napisano w nim aby nie wracała. Ona oczywiście nie posłuchała i biegiem rzuciła się w stronę domu.
     Drzwi były otwarte na oścież, Lilin z początku nie chciała wejść do środka lecz po krótkiej zachęcie zgodziła się i przeszła przez próg, Armiza bardzo dobrze radziła sobie ze zwierzętami. Szła niepewnie i ostrożnie, strach wyostrzył jej zmysły wydawało jej się, że ciągle coś słyszy. Na parterze nikogo nie było choć garnek wciąż stał na ogniu, aż nieco się spalił przez co śmierdziało w całym domu. Weszła po schodach do części sypialnej domu tam spostrzegła krew, otworzyła drzwi do swojego pokoju który był pierwszym po lewej obok schodów. Nikogo tam nie widziała choć czuła czyjąś obecność. Już miała wyjść gdy poczuła muśnięcie powietrza za plecami. Odwróciła się powoli. Stała przed nią zakapturzona postać nie widziała wyrazu jego twarzy lecz wiedziała, że nie jest on pozytywnie do niej nastawiony. Zaczęła uciekać. Ledwie wyszła z pokoju, a ta sama postać stała przed nią. Nie wiedziała jak to możliwe.
     Lilin skoczyła na niego. Wśród tego całego zamieszania zupełnie o niej zapomniała. Skorzystała z okazji i odskoczyła na bok do pokoju siostry.
     Tam ich zobaczyła tata Froy, mama i siostra siedzieli związani ze sobą przy przeciwległej ścianie obok łóżka. Na widok Armizy cała rodzina wytrzeszczyła oczy i zaczęła coś krzyczeć ona jednak nie zrozumiała bo mieli zakneblowane usta. Chciała do nich podbiec i ich uwolnić lecz mroczna postać złapała ją i nie chciała wypuścić mimo tego, że dziewczyna próbowała się wyrwać z jego lodowatego uścisku. Obróciła ją do siebie i teraz spostrzegła jego twarz.
      Prawie nie wyglądał jak człowiek był bardzo blady oczy miał podkrążone i czarne, nigdy nie widziała tak specyficznych, ostrych zębów które wyginały się w szyderczym uśmiechu. Potem ją puścił nie mogła jednak się ruszyć. Podszedł do członków jej rodziny i zaczął toczyć wokół nich kółka. Armiza myślała, że nic nie powie jednak ten odezwał się swoim przerażającym zimnym głosem.
-        To ciebie szukałem moja droga, jeżeli chcesz aby twoja rodzina przeżyła musisz odpowiedzieć na jedno pytanie.
-        A co jeżeli nie będę znała odpowiedzi – wydusiła z siebie dziewczyna.
-        Lepiej żebyś znała, wiem że znasz, inaczej nie skończy się to dobrze.
-        Pytaj więc. - odpowiedziała niepewnie.
-        Dobrze. Posiadasz coś co się nazywa Arughe, nie wiem jakiej jest to postaci jednak wiem, że to posiadasz wyczuwam to wokół twojej osoby. Chcę abyś mi to oddała.
-        Niestety nie wiem co to jest, nigdy o czymś takim nie słyszałam ale błagam nie krzywdź moich bliskich, może mnie z kimś pomyliłeś – powiedziała ze łzami w oczach.
-        Wiem, że wiesz co to! - Ze zniecierpliwieniem wykrzyknął obcy – Masz mi to oddać.
Obcy przeszedł szybko za plecy rodziny i uniósł ręce mówiąc nieco spokojniej.
-        Naprawdę, chcesz ich stracić? Patrzeć jak umierają?
-        Nie, Proszę! Ja naprawdę nie wiem czego ode mnie oczekujesz ja nic takiego nie mam proszę zostaw ich w spokoju, zrobię co zechcesz!

-        Dobrze więc skoro nie chcesz mi tego oddać ja odbiorę ci rodzinę, a potem zajmę się tobą.

&

O i pierwszy rozdział już jest ^.^ nie wiem czy się spodobał czy nie, ale proszę o rady i uwagi, a następnym razem postaram się to zrobić lepiej.

Prolog

Trivon przechadzał się właśnie po uliczkach jednego z tych "nie swoich" miast. Zamieszkiwał ten wymiar od niedawna, a choć wiele już wiedział i umiał wciąż mnóstwo spraw go zadziwiało. Nie samochody, ani olbrzymie budynki, do nich zdążył się już przyzwyczaić ale styl bycia, tutejsza kultura i nowoczesne urządzenia wciąż go nieco dezorientowały. Był tu w jednym celu - odnaleźć mrocznych nim oni namieszają w tym wszechświecie. Śledził właśnie jednego z nich - Wszedł do centrum miasta, ze względu na swój wygląd zazwyczaj trzymali się na uboczu dlatego ten wzbudził szczególne zainteresowanie Trivona. Mroczny podążał gdzieś na obrzeża gdzie właściwie nie ma już budynków nie licząc pojedynczych domków. Norma. Ale dlaczego w takim razie wcześniej spacerował jakby nigdy nic po mieście pełnym ludzi których nienawidził? To pytanie dręczyło go odkąd zorientował się w jakim kierunku podążają. Może wcześniej się z kimś spotkał? Nie wiadomo, a to znaczy, że miał teraz odegrać swoją standardową role. Wyśledzić, przesłuchać i zabić. Dotarli do jednego z tych pojedynczych domów. Czy ten mroczny właśnie zaczął obwąchiwać płot? A można było pomyśleć, że oni jeszcze bardziej nie ześwirują, jednak życie zaskakuje. Z obserwacji Trivona wynikało, iż dziwoląg ma zamiar wejść do domu. Wąchał skrzynkę na listy, później przeszedł przez furtkę i wsadził swój wielki nochal do śmietnika, ale najwyraźniej zapach mu się nie spodobał. W końcu dotarł do drzwi. To było wbrew regulaminowi, według niego powinien go zabić zanim wejdzie do domu, nigdy żaden nie próbował. Mimo to on sam był ciekawy co tam przyciąga tego osobnika, więc pozwolił mu wejść i ruszył za nim.

&